Autor |
Wiadomość |
Shima |
Wysłany: Czw 15:13, 26 Kwi 2007 Temat postu: |
|
-niewiem..-odrzekła krótko.
-Nie mam zamiaru siedzieć tu bezczynnie...yh.. Już nie wiem co robić..- zmarszczyła brwi |
|
|
veld |
Wysłany: Czw 13:32, 26 Kwi 2007 Temat postu: |
|
kobieta uśmiechneła sie smutno spogladajac na dziewczyne
-Powiedz, czego sie spodziewasz po wizycie na górze?
-Zreszta, co teraz zamierzasz zrobić hm? |
|
|
Shima |
Wysłany: Śro 11:04, 04 Kwi 2007 Temat postu: |
|
(spoko)
Meritt spojrzala na kobiete jak by zaspanym wzrokiem
- Dziekuje... - mruknela i równiez oparla sie o sciane czekajac az winda stanie. Zerknela na swój kikut |
|
|
veld |
Wysłany: Wto 16:50, 03 Kwi 2007 Temat postu: |
|
Przy windzie wiodącej na powierzchnie dziewczyne zatrzymał wartownik. Było widać iż nie jest w najlepszym humorze. Z opresji wybawiła Meritt owa sierżant, która nadeszła znikąd. Poręczyła za dziewczyne i wkrótce obie jechały windą ku górze.
KObieta oparła sie o ściane windy i uśmeichajac sie lekko taksowała Meritt wzrokiem.
(wybacz GAbi, własnei spac sie kąłde, niechce mi sie myśleć) |
|
|
Shima |
Wysłany: Nie 8:10, 01 Kwi 2007 Temat postu: |
|
W ciągu tych krótkich paru dni Meritt zdążyła troszkę ochłonąć. To znaczy nie kopała już wszystkiego na swojej drodze. Teraz również draznił ją ten kikut. Często ją bolał...
Mwritt postanowiła diś by wyjść z pokoju na świeze powietrze. Nie wytrzymywałą już w tym zaduchu |
|
|
veld |
Wysłany: Pon 1:33, 26 Mar 2007 Temat postu: |
|
Marcus oparłsię ciezko o drzwi jakie zamkneły sie za nim. Nagle cała jego pewnośc siebie prysłą niczym mydlana banka. Westchnal głośno dotykając dłonią skroni.
-Niemusiałeś być tak ostry...to dziecko nie żółnierz
Mezczyzna spojrzał na rozmówce jaki pojawił sie nagle z boku.
-a Ty znowu swoje sierżancie
Sierżantem okazała sie być wysoka kobieta. Na oko niewygladałą na wiecej niż trzydziesci lat, Krótki włosy równo przystrzyżone kończył sie tuż za uchem tworząć z podbrudkiem równą linie. Ubrana była tak samo jak MArcus. w żółnierskie drelichy, zamaist jednak nosić bluze miała na sobie tylko luźny podkoczulek na ramiączkach w kolorze khaki. Spory dekold podkreslał dodatkowo niesmiertelnik wystający zza ubrania.
-Lepiej yło powiedzieć wszystko od razu, szybciej sie z tym pogodzi...
-Jak zwykle nieznasz sie na ludzkiej psychice. To nie jest żołnierz jak już mówiłam, nas walka przygotowuje na coś takiego, uodparnia. To jeszcze dziecko, w tej chwili zawalił jej sie cały swiat...niezrozumiesz tego
-może, jednak to moja decyzja...
-jak wolisz..niemów tylko że nieostrzegałam.
Kobieta odwróciła sie na pięcie i ruszyła w swoją strone kręcąc przy tym zalotnie biodrami. Marcus długo wpatrywał sie w nią póki nieznikneła za rogiem. potrząsnał głowa klnąc szpetnie po cichu. Dał sie złapać na sztuczke stara jak świat
mineło kilka dni... |
|
|
Shima |
Wysłany: Pią 23:35, 09 Mar 2007 Temat postu: |
|
-on nigdy mi nie mówił o takich rzeczach....- zmruzyła oczy
-ciekawe czemu...
-a ty byś opowiadała swojemu dziecku o życiu żołnierza?
JA bym niemógł, zresztą, miał swoje powody. Dobry był z niego człowiek
Męzczyzna westchnał ciezko wbijajac wzrok w podłoge
-Był?... Zaraz, zaraz ja czegos tu nie rozumiem.... Jakti Był? On nadal jest dobrym człowiekiem!- spojrzała na Marcusa z wielką obawą.
Marcus spojrzał poważnie na Meritt uśmiechajac sie bez emocji
-Twoi rodzice nie zyja, jeszcze nidgy nie widziałem takiej jatki, Twój ojciec wybił chyba połowe stada.
yh, gdyby tylko miał lepszy sprzet, wystrzelał wszyustkie magazynki, zanim przybyłem z resztą juz nieżył. Twoja matka szybciej zgineła, moze gdyby wcześniej wrócił... może..nie warto gdybac. stało sie...
wojownik zmruzył oczy przygladajac sie badawczo dziewczynie
Meritt przez chwilę patrzyła na niego jak by nie słyszała co powiedział. W pewnym momęcie doszło do niej to.
-J.. Jak to... Marcus jak to!- złapała go za koszulę
-To niemożliwe! Oni żyją słyszysz?! Mój tata jest bardzo silny! Napewno obronił by mame i siebie! Marcus ty kłamiesz!- krzykneła nie puszczając mężczyzny. Nie chciała płakać bo nie wierzyła, że to się stało. Nie wierzyła, że może jej się przytrafić tak straszna rzecz.
patrzył na nią spokojnie, pozwalał sie wykrzyczeć.
-był, wielu ich połozył, broń sie nie męczy, ludzie tak.
rzekł w końcu i wstal
-odpocznij, Wstawiłem sie za Toba, przyjmą Cie...
odwrócił sie i wyszedł z pokoju
Dziewczyna opadła na łóżko niczym jakaś bez duszna kukła.
-Tausiu...- jękneła wtulając się w poduszkę. Niemozność wyduszenia z siebie płaczu doprowadziła ja do istnego szału. poderwała się nagle i cisneła poduszką w drzwi poczym zaczeła walić pięścią w śiane doputy dopuki nie zdarła se skóry z nadgarstka. Meritt nie mogła pogodzić się z myślą, że wszyscy najblizsi ją opuścili.. Najpierw Joel potem rodzice. W tej chwili został jej tylko Marcus... Walneła jeszcze raz w ściane na której został ślad krwi. Dziewczyna zaskowyczała niczym nędzny pies i opadła na ziemie opierając się o scianę. Skuliła się nadal wydobywając z siebie podobne dzwięki. Przez jej umysł przepłyneła fala samobójczych myśli. Złapała się nagle za głowe zaciskając palce na potarganych włosach. |
|
|
veld |
Wysłany: Pią 22:31, 09 Mar 2007 Temat postu: |
|
Marcus Wszedłciezkim krokiem do środka, spojzrał uważnei na dziewczyne po czym bez słowa usiadł obok na łózku.
-Jak sie czujesz?
Dziewczyna Spojrzała na niego milcząc przez chwilę
-dobrze...-rzekła i znów spojrzała na swoją ręke a raczej jej brak
-usiłowaliśmy ją odratować, juz nad tym skrybowie pracuja, udało mi sie pzrekonać starszyzne, w sumie było łatwo. jesteś w koncu córką paladyna Rotara. Marcus urwał wzdychajac głosno
-Chyba czas Ci wszystko opowiedzieć, masz pewnie wiele pytań. Wiec od czego chcesz zaczac?
Owszem.. Mam pytania... Marcus- wybęłkotała - Skąd te.. Stwory... Czego one chcą
-Wanamingo. Kiedyś był ich setki, terazj uż wymierają, musiały wypełznąc z jakiejś jaskini, ych nierozumiem, pilnowałem kazdej jaskini, w zadnej niebyło ich gniazd
-więc to moja wina....-mruknęła
-To wszystko przeze mnie...Joel mugł zyć...
-jak to Twoja? Joel, dobry chłopak z niego był, chociaż zbyt niezdyscyplinowany, podejrzewaem że kiedyś moze sie to tak skończyć
-On mi pokazał jakąś jaskinię... Była zamknięta.. A ja głupia otworzyłam ją...-zacisneła pięść
- cholera....
-...rozumiem...mi sie tego nigdy nieudało otworzyć. W końcu Rotar mnie od tego odwiódł. Miał racje, czesto natrafialiśmy w takich miejscach na niebezpieczeństwa.
-Tata?... Widzieliśćie z nim te stwory?- uniosła na niego wzrok
-akurat Tych nie, no kiedys, królową, ale już martwa była.
Marcus spojrzał an Meritt uśmeichajac sie lekko
-Pewnie nawet nie wiesz kim był Twój ojciec. Ten skurczybyk był naszym najlepszym strzelcem i dowódca. POd jego rozkazami tworzyliśmy legende |
|
|
Shima |
Wysłany: Nie 21:04, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
Dziewczyna siedziała na łóżku wpatrując się w kikut. Wciąż uważała, że to przez nią Joel nie żyje |
|
|
veld |
Wysłany: Nie 15:06, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
Mineło Kilka dni. Meritt wydobrzała i nabrała sił. Marcus przygotowywał sie na ten moment długo. Czekałago powazna rozmowa |
|
|
Shima |
Wysłany: Nie 11:23, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
spojrzała tępo w sufit
- nieżyje?......-jękneła. Przekręciła się odrobine na bok i dosłownie wybuchła płaczem |
|
|
veld |
Wysłany: Nie 2:36, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
Męzczyzna pokręcił głową
-Niezdazylismy neistety, wykrwawił się...
spojrzał na drzwi wahajac sie czy wyjsc czy jeszcze zostac. Widać było że czegoś się obawiał. w końcu wstał i skierował się ku wyjściu
-Odpocznij, Tu Ci nic nie grozi
Stanał w drzwiach spogladając chmurnie na dziewczyne |
|
|
Shima |
Wysłany: Nie 0:36, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
Milczała przez chwilę jak by opłakując stratę ręki
- Gdzie.. Gdzie Joel?- spytała niepewnie przypominając sobie tamtą noc. Spojrzała na Marcusa czekając z obawą na odpowiedz |
|
|
veld |
Wysłany: Nie 0:27, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
-musielismy amputowac
Na niewiekiem krzesle przy stoliku siedział Marcus. Wyglądał inaczej niz zwykle.
Ubrany był po wojskowemu, na szyi wisiał mu niesmiertelnik.
-niestety stan jej był zbyt powazny, zakażenie sie wdało. |
|
|
Shima |
Wysłany: Nie 0:24, 04 Mar 2007 Temat postu: |
|
-a...- z niedowiezaniem patrzyła na zabandazowany kikut. Połozyła się spowrotem i znów spojrzała na ręke tym razem bardziej uważnie. I znów nie widziała jej całej |
|
|